Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia wegetariańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia wegetariańska. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 sierpnia 2014

Smalec dla wegetarian

   Bycie wegetarianinem ciągnie za sobą konsekwencje w postaci prób znalezienia zamienników artykułów spożywczych, na które nowa dieta już nie pozwala. Tak też jest ze smalcem. Na szczęście znalazłem przepis, który pozwala na cieszenie się skibą ze smalcem i kiszonym ogórkiem, a jednocześnie zawiera same produkty roślinne i bardzo mało tłuszczu (nietypowe jak na smalec ;p ).

   Przepis znajduje się na tej stronie: http://www.jadlonomia.com/2013/11/wegetarianski-smalec.html .
Ja nie miałem tylko jałowca i sosu sojowego, ale obeszło się bez nich :)

  • puszka białej fasoli
  • dwie cebule
  • 4 śliwki suszone
  • 2 liście laurowe
  • kuleczka ziela angielskiego
  • jeden goździk
  • świeżo mielony pieprz
  • sół
  • pół łyżeczki majeranku

   Posiekane dość drobno cebule podsmażałem wraz z liśćmi laurowymi, zielem angielskim i goździkiem na oleju, aż do zezłocenia. W blenderze zmiksowałem puszkę fasoli, 1/4 kubeczka wody, pieprz (sporo), majeranek i sól. Posiekałem na drobne paski suszone śliwki. Po wyjęciu ze smażonej cebuli przypraw dodaję ją do fasoli, dorzucam też śliwki i jeszcze chwilkę wszystko miksuje (byle nie za długo, żeby się jednolita paćka nie zrobiła). Przekładamy nasz smalec do pojemnika i wsadzamy go do lodówki, żeby był chłodny. Gotowe! Do zjedzenia na kanapce z ogórkiem kiszonym. Polecam ten przepis, jak i inne, które można na zlinkowanej wyżej stronie znaleźć.

/K.

sobota, 9 sierpnia 2014

Zmutowane Brokułowe Pesto

  Szukając przepisu na jakąś przekąskę na wieczór, trafiłem na stronę http://www.jadlonomia.com/ . Znalazłem tam przepis na pesto z brokułów i postanowiłem spróbować swoich sił. Jak pewnie wiadomo, me talenta kulinarne nie są najwyższych lotów i dodatkowo nie znalazłem w szafkach i sklepie wszystkiego, co było w oryginalnym przepisie. Poważnie. Nie było w sklepie nawet pietruszki! Takie to czasy, że indyjskie sosy, suszone pomidory i inne różności są na wyciągnięcie ręki, a pietruszki nie uświadczysz :D. W każdym razie postanowiłem nieco zmodyfikować przepis, żeby spożytkować to, co miałem pod ręką.

Składniki: 
  • 1 brokuł
  • olej
  • oliwa z oliwek
  • 3 ząbki czosnku
  • duża garść pestek z dyni
  • garstka obranych orzechów włoskich
  • 4-5 łyżeczek pasty z oliwek (bo akurat to miałem w lodówce, naturalnie można użyć zwykłych oliwek)
  • sól, pieprz, ostra papryka, oregano i co tam lubicie
   Oddzielamy różyczki brokuła od "głąba". Głąb obieramy z twardej skórki, a następnie kroimy na cieniutkie plasterki. W garnku gotujemy wodę i gdy zacznie wrzeć wrzucamy przygotowanego brokuła. Gdy łodyżki różyczek będą stosunkowo miękkie zdejmujemy garnuszek z gazu. Odcedzamy brokuły, zalewamy je na chwilę zimną wodą i na sitko, żeby odciekły.
   Na patelnię wrzucamy pestki dyni i prażymy je, aż zaczną pachnieć. Czosnek drobno kroimy albo przepuszczamy przez praskę. Wszystko wrzucamy do blendera. Dodajemy włoskie orzechy, pastę z oliwek (lub same oliwki) i przyprawy. Dodajemy tyle oleju i oliwy (w stosunku 1:1), żeby nasze pesto miało konsystencję pesto 'normalnego' ;P.
   W oryginalnym przepisie jest sama oliwa z oliwek, ale spróbowałem takiej opcji i wydało mi się zbyt oliwne, stąd też ten olej. Najlepiej dolewać po trosze i w razie konieczności dolać więcej, w ten sposób uniknie się zbytniego rozrzedzenia pesto. Zblenderowane pesto przekładamy do pojemniczka. Można je podawać do pieczywka albo jako dodatek do innych potraw.

  Zjadliwe to czy nie? Przekonamy się jak spróbuje ma Żonka :)
/K.

sobota, 19 lipca 2014

Naleśniki po węgiersku - KSM [Kulinarne Starcia Mopsia]



   Niedawno przypadło mi w udziale spróbować swoich sił w kuchennej wojnie o przetrwanie (zwanej przez dowcipnisiów "gotowaniem"). Orłem to ja w tej materii nigdy nie byłem, ale dołożyłem wszelkich starań, żeby zaserwowany przeze mnie obiad wyglądał i smakował lepiej przed niż po ataku wymiotów ;P Oto co mi wyszło.

Składniki:

naleśniki:
- 250 g mąki
- 2 jajka
- 200 ml mleka
- 350 ml wody mineralnej

nadzienie
- 600 g papryki
- 400 g pomidorów
- 2 cebule
- 2 ząbki czosnku
- papryka ostra, papryka słodka, pieprz, sól i co kto tam lubi z przypraw

dodatkowo
- 200 g kwaśnej śmietany
- 2 jajka
- paczka tartej mozzarelli z Biedrony (chyba ok. 150 g)

   Zacząłem od ciasta na naleśniki, bo to mi się już na wstępie wydało trudne. Wymieszałem wszystko solidnie w misce, na patelni rozgrzałem olej i zacząłem smażyć te nieszczęsne placki. Pierwsze trzy się nie udały, ale reszta okazała się już łatwa. Nawet to słynne przewracanie naleśników podrzutem z patelni
to nie jest nic tak trudnego jak się może wydawać. Gotowe placki odstawiam na bok, żeby spokojnie czekały na ich dalszy udział w tym daniu.

   Pomidory na chwilę zalewam wrzątkiem, nacinając im wcześniej skórę, aby skórka im ładniej zeszła. Obrane kroję w 'ósemki', chociaż mi akurat wyszły 'szesnastki' :D. Paprykę czyszczę z pestek i kroję w drobną kostkę. Następnie siekam drobno cebulkę i podsmażam ją na oleju. Gdy się zeszkli dodaję wyciśnięte dwa ząbki czosnku, a po chwili także pomidory i paprykę. Zostawiam to wszystko na małym ogniu lub małym gazie, chociaż oba te określenia są dość śmieszne, skoro ma się elektryczną płytę ;).
   Formę do zapiekania smaruję tłuszczem, zaraz będziemy ją wypełniać jedzonkiem.
   Gdy warzywka będą już miękkie i po spróbowaniu dojdziemy do wniosku, że są niemal OK, dodajemy wszelkie przyprawy. Potrawa jest węgierska, więc nie oszczędzajmy pikantnego! Mieszamy, chwilę jeszcze pozwalamy się dusić, a następnie na naleśniki nakładamy porcje naszego farszu, naleśniki zwijamy i umieszczamy w natłuszczonej formie. Kiedy forma jest już wypełniona szykujemy zalewę. Mieszamy porządnie wszystko to, co w składnikach opisałem jako "dodatkowo" i zalewamy nasze naleśniki. Formę wkładamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni i zapiekamy ok. 30 minut.
   Pozostaje nałożyć na talerze! Autorka książki, gdzie znalazłem pierwowzór tego przepisu, twierdzi,
że jest to porcja na 4 osoby. Chyba nigdy nie spotkała głodnego wegetarianina! Dwa żarłoczki poradzą sobie z tą ilością, ewentualnie trójka mniejszych żarłoczków też się nasyci. Polecam czerwone wino jako napitek do tej strawy. Smacznego!!! /K.